Łączna liczba wyświetleń

piątek, 2 września 2016

1 września

Kto ukradł wakacje? Obudziłam się ze snu 1 września, w gwarnej sali gimnastycznej, gdy zniknął mi z oczu mój mega niezadowolony syn. 
Było bardzo fajnie, chociaż nie tak fajnie jak każdego roku. Sen zakłócali mi robotnicy,mam absolutną pewność, że złośliwie wykonywali wszelkie hałaśliwe prace od 6 do 8 rano, bo po tych godzinach było znacznie ciszej już na placu budowy toczącym się za moimi oknami.
Owa budowa zmusiła mnie też do wydania kolosalnej sumy na ubranie okien. Jak pomyślę, że za tą kasę mogłam kupić sobie bilet do Seulu to mnie szlak trafia, bo jak wiadomo podróże kształcą, a zasłony niekoniecznie.
A ja sama czuję się jak Dulska z lambrekinami, chwostami  i marszczeniami.
Przegrałam walkę z molami. Zostałam z dokumentnie posprzątaną spiżarnią i kuchnią oraz z molami, które nadal towarzyszą nam w każdej czynności domowej. Młody twierdzi, że nawet w ubikacji nie ma intymności i samotności.
Plusy tegorocznych wakacji to cudowny obóz Młodego na Mazurach, z którego wrócił inny, jakiś lepszy, fajniejszy chociaż troszkę nie mój własny. Jestem szczęśliwa, że mam możliwość wysyłać go na tak świetnie zorganizowany wypoczynek z cudownymi ludźmi. Oby kasy starczyło na kolejne wyprawy po dorosłość.
Kolejny plus to wypoczynek u moich rodziców. Uzupełniłam zapas dram koreańskich o 1GB, przypomniałam sobie jak to rewelacyjnie wypoczywa się na kajakach i nie musiałam gotować przez 10 dni. To błogosławieństwo było mi potrzebne, chociaż oczywiście mnie rozleniwiło.
Dramy, dramy, dramy. Wakacje upłynęły pod znakiem dram medycznych. Uwielbiam dramy medyczne. W sumie obejrzałam 5 tytułów: „Kain i Abel”, „Doctor Stranger”, „Good doctor”, „Yong-Pal”, „Beautiful mind”. Każda drama miała cudownego lekarza, z ponad przeciętnymi umiejętnościami, każdy wyglądał jak milion dolarów i absolutnie spędzałam czas wpatrzona w ekran.
Trochę czytałam, „Delhi” Rana Dasgupty zajęło mi sporo czasu, bo ciągle wracałam do niektórych części. Pochłonęłam za to kryminał „Żniwa zła” jednym niemalże tchem i jestem miło zaskoczona, że trzecia część jest znacznie lepsza od drugiej, która ciut mnie rozczarowała.
Teraz zabieram się za powtórkę książki, którą uznawałam przez ostatnie lata za moją ulubioną, czyli „Shantaram”. Nie umiem jeszcze określić, czy kolejne zetknięcie będzie równie emocjonujące.
Z Lucjanem przeczytaliśmy wyjątkowo mało książek. On sam coś tam czytał, szczerze mówiąc nie wiem dokładnie co.  Ja przeczytałam mu trzeci tom „Pięciu królestw” Brandona Mulla, jak zwykle z wielkim entuzjazmem i radością. Równie fajną przygodą było obcowanie z nową powieścią Ricka Riordana  „Apollo i boskie próby”, ale nie próbujcie jej czytać bez znajomości pozostałych cykli Riordana dotyczących mitologii greckiej i rzymskiej, bo polegniecie.
Teraz nie mogę się doczekać tegorocznych targów, koniecznie muszę uzupełnić biblioteczkę Lucjana i poszukuję czegoś co będzie równie cudowne jak to co przeczytaliśmy do tej pory.
Ostatnie dwa tygodnie sierpnia Lucjan spędził na potężnym chorowaniu. Liczę na to, że wyczerpał limit gorączek, katarów  na ten rok i kawałek następnego.
Powtórka hindi zaczęła się od dzisiaj. Z wyjątkiem paru filmów, paru artykułów na FB z BBC HINDI nic nie zrobiłam, nic, wstyd mi. Ale jakoś tak miałam, że depresyjnie się nastawiłam z powodu planów, które wzięły w łeb. Miały być słonie, miała być Tajlandia. Obejrzałam ją na zdjęciach mężowskich.
Przyszła więc taka refleksja- po cholerę. Po co mam się uczyć, kiedy nigdy…..Nigdy, się nie uda, nic nie umiem, nic nie wiem. Trochę popadłam w takowy nastrój. Nie poprawiła mi go waga, która się zacięła chyba, i nie chce pokazać nawet 10dkg mniej. To wszystko razem wzięte daje mi poczucie straty,zmarnowania czegoś. I jak zwykle, chwilę przed jesienią znów wkraczam w fazę depresyjną. Pogarsza to rzeczywistość. O 20 ciemność, widzę ciemność, kto ukradł słońce?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz