Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 22 września 2016

w odpowiedzi na komentarze







https://www.facebook.com/koliberdladzieci/?fref=ts

Jak już pisałam to mój prywatny blog, ale w odpowiedzi na komentarze zamieszczam zdjęcia, nie wiem jak inaczej mam udowodnić, co robi Koliber.
Jednocześnie właściwie traci sens moja pisanina. Nie wyobrażam sobie bowiem pisania o dramach, poczynaniach Lucjana czy książkach. Ten blog nie dotyczył mojej pracy w Kolibrze i nie był kroniką działań Stowarzyszenia. Nie lubię supermarketów. Jeśli mój blog miałby zamienić się w supermarket, to nie widzę siebie w roli osoby go prowadzącej.

poniedziałek, 19 września 2016

czytamy lektury

Lucjan czyta "Pinokia".
-mamo dlaczego Pinokio nie musiał chodzić do szkoły, a ja muszę? Jestem jak Pinokio, najchętniej bym nie chodził do szkoły.
Kolejny rozdział.
- Mamo nie jestem jednak jak Pinokio. On jest jakimś dewiantem, zabił świerszcza gadającego.

poniedziałek, 12 września 2016

SŁOWA, SŁOWA

Synku sobota w angielskim pochodzi od nazwy Saturna, tak łatwiej to zapamiętasz i nie pomylisz z niedzielą. Zresztą w wielu językach tak jest....
ale, że co chodzi o przeceny w Saturnie?
kurtyna

wtorek, 6 września 2016

nadal wrzesień, a już nowy wpis?

Rozmowy z początkiem roku szkolnego.
-Mamo, na historii mieliśmy zastępstwo. Oglądaliśmy podręcznik. Ale wiesz, Pan nie pamiętał czego bogiem był Hermes.
- no, ale ty wiedziałeś? Czemu się nie zgłosiłeś?
- No co ty, matka, ja lubię tego nauczyciela najbardziej z całej szkoły, nie mogłem mu zrobić takiej wiochy.
Kurtyna.
Wizyta u laryngologa.
-mamo ten facet jest czadowy. Uwielbiam jak mnie bada laryngolog, zagląda mi do uszu, do nosa, do gardła. I chciałbym mieć takie krzesło do jeżdżenia po całym pokoju. Normalnie gościu jak z gry komputerowej. Kiedy następna wizyta?
Kurtyna.
Początek roku chwilowo przebiega bez większych problemów. Wychowawczyni nie spełnia norm urody według Młodego, ale może nadrobi wiedzą? Matematyk zaskarbił sobie uczucia Młodego, powinno pójść gładko. Wcześniejsze chodzenie do spania zaowocowało dłuższymi sesjami wspólnego czytania.
Czekam na początek wszelkich zajęć dodatkowych, krystalizują się powoli godziny.

Jedynie ciemność o zbyt wczesnej porze nie nastraja mnie optymistycznie. Obsesyjnie kocham lato, gorąco i słońce. I już cierpię.

piątek, 2 września 2016

1 września

Kto ukradł wakacje? Obudziłam się ze snu 1 września, w gwarnej sali gimnastycznej, gdy zniknął mi z oczu mój mega niezadowolony syn. 
Było bardzo fajnie, chociaż nie tak fajnie jak każdego roku. Sen zakłócali mi robotnicy,mam absolutną pewność, że złośliwie wykonywali wszelkie hałaśliwe prace od 6 do 8 rano, bo po tych godzinach było znacznie ciszej już na placu budowy toczącym się za moimi oknami.
Owa budowa zmusiła mnie też do wydania kolosalnej sumy na ubranie okien. Jak pomyślę, że za tą kasę mogłam kupić sobie bilet do Seulu to mnie szlak trafia, bo jak wiadomo podróże kształcą, a zasłony niekoniecznie.
A ja sama czuję się jak Dulska z lambrekinami, chwostami  i marszczeniami.
Przegrałam walkę z molami. Zostałam z dokumentnie posprzątaną spiżarnią i kuchnią oraz z molami, które nadal towarzyszą nam w każdej czynności domowej. Młody twierdzi, że nawet w ubikacji nie ma intymności i samotności.
Plusy tegorocznych wakacji to cudowny obóz Młodego na Mazurach, z którego wrócił inny, jakiś lepszy, fajniejszy chociaż troszkę nie mój własny. Jestem szczęśliwa, że mam możliwość wysyłać go na tak świetnie zorganizowany wypoczynek z cudownymi ludźmi. Oby kasy starczyło na kolejne wyprawy po dorosłość.
Kolejny plus to wypoczynek u moich rodziców. Uzupełniłam zapas dram koreańskich o 1GB, przypomniałam sobie jak to rewelacyjnie wypoczywa się na kajakach i nie musiałam gotować przez 10 dni. To błogosławieństwo było mi potrzebne, chociaż oczywiście mnie rozleniwiło.
Dramy, dramy, dramy. Wakacje upłynęły pod znakiem dram medycznych. Uwielbiam dramy medyczne. W sumie obejrzałam 5 tytułów: „Kain i Abel”, „Doctor Stranger”, „Good doctor”, „Yong-Pal”, „Beautiful mind”. Każda drama miała cudownego lekarza, z ponad przeciętnymi umiejętnościami, każdy wyglądał jak milion dolarów i absolutnie spędzałam czas wpatrzona w ekran.
Trochę czytałam, „Delhi” Rana Dasgupty zajęło mi sporo czasu, bo ciągle wracałam do niektórych części. Pochłonęłam za to kryminał „Żniwa zła” jednym niemalże tchem i jestem miło zaskoczona, że trzecia część jest znacznie lepsza od drugiej, która ciut mnie rozczarowała.
Teraz zabieram się za powtórkę książki, którą uznawałam przez ostatnie lata za moją ulubioną, czyli „Shantaram”. Nie umiem jeszcze określić, czy kolejne zetknięcie będzie równie emocjonujące.
Z Lucjanem przeczytaliśmy wyjątkowo mało książek. On sam coś tam czytał, szczerze mówiąc nie wiem dokładnie co.  Ja przeczytałam mu trzeci tom „Pięciu królestw” Brandona Mulla, jak zwykle z wielkim entuzjazmem i radością. Równie fajną przygodą było obcowanie z nową powieścią Ricka Riordana  „Apollo i boskie próby”, ale nie próbujcie jej czytać bez znajomości pozostałych cykli Riordana dotyczących mitologii greckiej i rzymskiej, bo polegniecie.
Teraz nie mogę się doczekać tegorocznych targów, koniecznie muszę uzupełnić biblioteczkę Lucjana i poszukuję czegoś co będzie równie cudowne jak to co przeczytaliśmy do tej pory.
Ostatnie dwa tygodnie sierpnia Lucjan spędził na potężnym chorowaniu. Liczę na to, że wyczerpał limit gorączek, katarów  na ten rok i kawałek następnego.
Powtórka hindi zaczęła się od dzisiaj. Z wyjątkiem paru filmów, paru artykułów na FB z BBC HINDI nic nie zrobiłam, nic, wstyd mi. Ale jakoś tak miałam, że depresyjnie się nastawiłam z powodu planów, które wzięły w łeb. Miały być słonie, miała być Tajlandia. Obejrzałam ją na zdjęciach mężowskich.
Przyszła więc taka refleksja- po cholerę. Po co mam się uczyć, kiedy nigdy…..Nigdy, się nie uda, nic nie umiem, nic nie wiem. Trochę popadłam w takowy nastrój. Nie poprawiła mi go waga, która się zacięła chyba, i nie chce pokazać nawet 10dkg mniej. To wszystko razem wzięte daje mi poczucie straty,zmarnowania czegoś. I jak zwykle, chwilę przed jesienią znów wkraczam w fazę depresyjną. Pogarsza to rzeczywistość. O 20 ciemność, widzę ciemność, kto ukradł słońce?


piątek, 1 lipca 2016

O rany już lipiec?!

Spojrzałam na bloga i stwierdziłam, że bardzo dawno mnie tu nie było. Nadszedł więc czas podsumowań co  takiego robiłam, że czasu na pisanie brakowało.
Koniec roku szkolnego. Mój syn ma to szczęście w nieszczęściu krajowej edukacji, że jeszcze załapie się na normalną czwartą klasę, że wyszedł z edukacji początkowej. Edukacja początkowa za sprawą nauczyciela okazała się totalną porażką. Efekt tej porażki to jego świadectwo.
Ma tam cudne podsumowanie: brzydko i niechlujnie pisze (spoglądam na zeszyt przygotowujący go do bycia ministrantem- nie jest tak źle), jest rozkojarzony ( czytamy wieczorem, Młody wierci się, ogląda swoje stopy, jednocześnie mrucząc pod nosem, pytam więc co właśnie przeczytałam. Powtarza ostatnie cztery zdania, z zachowaniem interpunkcji. Musze sprawdzać z książką, bo nie pamiętam co czytałam, rozkojarzona jego stopami. Czyli znaczy, że nawet jak robi coś innego słyszy i zapamiętuje). Podobnych kwiatków na świadectwie jest jeszcze trochę.
Wakacje. Cudowny czas, tylko czemu nadal musze gotować? I obecnie jeszcze myśleć jak zorganizować atrakcje? Bunt!
Spojrzałam do kalendarza. I oniemiałam. 19 dram, 11 filmów indyjskich, 5 książek przeczytanych Lucjanowi, on przeczytał mi 4 książki, sobie samemu kolejne 4,  ja sama sobie jedynie 6 książek, brak notatek kinowych. Kiepsko.
Wakacje przeznaczam więc na czytanie, sprzątanie, walkę z molami, które opanowały dom i oglądają ze mną nawet dramy, latając mi nocą nad ekranem. No i zamierzam zrobić powtórkę tego czego nauczyłam się w tym roku na hindi. Solidną, mocną powtórkę.
Spróbuję uporządkować życie. Spróbuję coś zmienić. Uprasza się o kciuki, żeby nie skończyło się na deklaracjach.
Po kalendarzu widzę, że koreańskie szaleństwo ogarnęło mnie zupełnie. Udało mi się nawet zarazić moich rodziców i koleżankę.
Nadal preferuję telugowe bijatyki, spokojne klimatyczne filmy malajalam, nieco osłabł mój zachwyt nad najnowszymi produkcjami w hindi, bo zmierzają  w kierunku kina amerykańskiego, więc straciły dla mnie swoją atrakcyjność.

A koreańskie dramy mają coś co wciąga, budzi moje wewnętrzne marzenia, daje relaks, pozwala się oderwać od rzeczywistości. Mój własny narkotyk.  Drugi po książkach, ale jak widać chwilowo wlazł na miejsce numer  1. 

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Przeznaczenie..?..?

Wygrałam w totka. Wydałam wygraną na lekarza, leki, baloniki do wyrównywania ciśnienia w uszach. Cały dzień wolny. Czas na naukę, obijanie się. Dwa kursy do Krakowa, rano do pediatry, popołudniu do laryngologa.
Bańki, leki, bańki, ćwiczenia na wyrównanie ciśnienia w uszach. Skupienie, kto co kiedy bierze, układanie leków w stosiki: Lu, R. i ja. Oklepywanie, pilnowanie systematycznego wycierania nosa.
Fascynujące zajęcia.
Nie mam siły nawet obejrzeć dramy.
W poczekalni wypisywałam liczebniki w hindi, od jeden do sto, potem od sto do jeden. I porządkowe. W międzyczasie dzwoniłam do domu, żeby sprawdzić jak sobie radzi Lu.
Ma taki dorosły głos w telefonie. Tak mi się zdawało, przez sekundę, którą mi poświęcił.
Prasując słuchałam nagrania.

मेरी किस्मत में नहीं लिखा कि मैं अमीर बनूँगी। It is not written in my fate for me to be well-off.