Łączna liczba wyświetleń
wtorek, 1 września 2015
1 września
Koniec wakacji. Nawet się cieszę, bo końcówka sierpnia była jakimś obłędem. Sprzątanie, koledzy u Lu, w rocznice urodzin Misi postanowiłam się przebadać, teraz czekają mnie kolejne badania. Ale jest jakiś plan. Jeszcze zapewne przez najbliższe 2-3 tygodnie trzeba będzie się nagiąć, dopasować plan, rozciągnąć dobę jak gumę, ale potem się wszystko wyklaruje i ani się obejrzę nastaną nowe wakacje.
piątek, 21 sierpnia 2015
Nowy fioł
Mniej więcej jakieś 8 miesięcy temu moja przyjaciółka polecała mi dramy koreańskie. Byłam twarda, nawet raczyłam zgubić kartkę z objaśnieniami pewnych zawiłości językowych w nazewnictwie.
Nie obejrzałam. Teraz nadrabiam. Pełna fascynacja, absolutny fioł. Zarwane noce, wyrwane minuty w ciągu dnia.
Ostrzegam, to jest groźne. Dla życia w rodzinie, wypoczynku, planów na sprzątanie, groźne! No to obejrzę jeszcze jeden odcinek....
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
no i ciut treści
Wyjeżdżaliśmy
z domu w czasie fali upałów. Zastanawiałam się czy warto brać prysznic, skoro
spocę się zanim zdążę sięgnąć po ręcznik po kąpieli. Było mi absolutnie
wszystko jedno, marzyłam tylko o tym, żeby w hotelu w Hiszpanii działała
klimatyzacja i była opcja ustawienia jej na 10 stopni.
Po przylocie
do Barcelony rezydent oświadczył, że na Costa Brava panuje fala upałów. Dziwne-
pomyślałam, bo odczułam znaczną ulgę. A jeszcze bardziej poprawiły mi nastrój
nadciągające chmury, które groźnie kłębiły się nad hotelem. I ta morska bryza!
Marzenie o klimie poszły w kąt, nie używaliśmy jej wcale. Spaliśmy kołysani
szumem fal.Wszelkie
opinie negatywne o hotelu, które odnalazłam w sieci okazały się pogłosem
pesymistów i nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Hotel nie był może pierwszej
świeżości i nosił liczne ślady działań „to nie moje, mogę trzasnąć, urwać,
zniszczyć”, ale był czysty, przestronny, z sympatyczną obsługą i bardzo dobrym,
niezdrowym, tuczącym, obrzydliwie bogatym w ofercie żarciem. Moja waga znacznie
wzrosła, dobrze, że ułożyłam ciuchy tak, że największe, luźne zostawiłam na
koniec pobytu. Selfie nie robiłam, bo przypominam raczej wieloryba. Bardzo
zadowolonego wieloryba.Mimo
absolutnego niedoczasu, pływaliśmy, zwiedziliśmy urocze miasteczko Tossa De Mar
i dwa razy wybraliśmy się na wycieczkę do Barcelony, zresztą z przygodami, bo
zepsuł się pociąg, którym podróżowaliśmy. W związku z tym musieliśmy nieco przeorganizować
plany i Barcelona nadal ma przed nami wiele tajemnic, czekających na odkrycie.Luc wreszcie
doświadczył, że warto uczyć się języków obcych. I zamarzył, żeby być „eurańczykiem”
czyli gościem zarabiającym kasę w euro.Nasze
osiągnięcia lingwistyczne zakończyły się na :” dos cervezas, una cola”.
A nasze
marzenia urosły i chcemy znów do Hiszpanii, tym razem jednak może Costa Del
Sol?
wakacje, wakacje i po wakacjach
Wróciliśmy z Santa Susanna czyli jak to określił Lu z "Szantażowanej Zuzanny". Po przylocie przywitały na palmy, słoneczna Barcelona i całkiem sympatyczny rezydent biura podróży. A następnie na miejscu bryza od morza, lekki deszczyk i wspaniały widok z balkonu hotelowego.
Wymarzony basen Lucjana.
Okazuje się, że ośmiornice są jadalne dla wybrednego Luca.
Sieć sklepów z sympatycznym byczkiem.Parasol okazał się potrzebny.
Machamy tym którzy bali się kąpać w deszczu.
A to plaża w prześlicznym miasteczku Tossa De Mar
Kolor morza obłędny.
Słodycze wyglądają apetycznie, ale szkoda kasy, w smaku są obrzydliwie słodkie.
Warzywa na targu 'Mercat de la Boqueria.
Owoce kuszą....
Soki kuszą jeszcze bardziej....
A może owoce morza?
Znów słodycze.....
Na Camp Nou koniecznie trzeba zaopatrzyć się w medal z ulubionym piłkarzem.
Wymarzony basen Lucjana.
Okazuje się, że ośmiornice są jadalne dla wybrednego Luca.
Sieć sklepów z sympatycznym byczkiem.Parasol okazał się potrzebny.
Machamy tym którzy bali się kąpać w deszczu.
A to plaża w prześlicznym miasteczku Tossa De Mar
Kolor morza obłędny.
Słodycze wyglądają apetycznie, ale szkoda kasy, w smaku są obrzydliwie słodkie.
Warzywa na targu 'Mercat de la Boqueria.
Owoce kuszą....
Soki kuszą jeszcze bardziej....
A może owoce morza?
Znów słodycze.....
Na Camp Nou koniecznie trzeba zaopatrzyć się w medal z ulubionym piłkarzem.
czwartek, 6 sierpnia 2015
zbliża się wyjazd
Pierwszy raz w życiu mam pomalowane paznokcie u nóg. Pierwszy raz w życiu kupiłam klapki. Pierwszy raz w życiu jadę do Hiszpanii!
WAKACJE!
WAKACJE!
Subskrybuj:
Posty (Atom)








