- synku, jak tak będziesz robił, zostaniesz kiedyś sam jak palec
- oszalałaś? przecież palce są zawsze razem, patrz: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć. Widzisz! Razem są. Chyba chciałaś powiedzieć, zostaniesz sam jak wdów, czy jak się to tam odmienia.....
Łączna liczba wyświetleń
środa, 7 stycznia 2015
niedziela, 4 stycznia 2015
2015 rok- początek
Nowy Rok. I mam w domu ośmiolatka. Tym razem urodziny
Młodzieńca rozłożyłam na 3 dni. I dzięki temu Młodzieniec ma 3 dni szczęścia.
Impreza za imprezą. Każda udana. No może z wyjątkiem tortu,
który niestety smakowo okazał się klapą. Cóż, doświadczenie paroletnie uczy
mnie, aby „dwa razy nie wchodzić do tej samej rzeki”, to znaczy nigdy nie
zamawiać tortu w tym samym miejscu, mimo, że pierwsze zamówienie okazało się
strzałem w dziesiątkę. Niestety co drugi rok tort okazuje się totalną pomyłką.
A od poniedziałku powrót do rzeczywistości. Już troszkę
marzę o tym. Jak zwykle nie udało mi się wyspać, odpocząć, poleżeć z książką
tyle ile bym chciała.
Skończyłam Terzaniego. Jeszcze tylko ostatnia książka z 2014,
niecałe 100 stron i zaczynam podchodzić do akcji 52 książki w 2015.
Lucjan zastanawia się nad własną akcją: 12 książek w ciągu
roku- akcja dla 8-latków. Sądzę, że jest to założenie minimalne, bo w same
święta zaczął i zakończył lekturę szkolną czytając oczywiście wieczorami nadal
4 część Nesbo, ale Lu twierdzi, że ksiażka która ma mniej niż 100 stron, się
nie liczy w tej akcji, no i nie liczą się szkolne lektury.
Nic nie obejrzałam. Parę filmów zaczęłam, ale nie
skończyłam. Początek roku należy odczarować i zabrać się za robotę. Z wiarą i
nadzieją, że się uda.
środa, 31 grudnia 2014
Przełom 2014/2105
Życzę
Wam Wszystkim aby Nowy Rok okazał się twórczy, ciekawy, dobry
i pełen
wiary we własne
możliwości.
A dzisiejszy wieczór niech każdy
spędzi
jak lubi, a nie jak wypada. Tym co chcą przetańczyć
cała
noc niech towarzyszy dobra muzyka i
kondycja, Tym, którzy wolą posiedzieć z książką
niech towarzyszy dobre światło i ciepło, niech nie zabraknie Wam niczego
do szczęścia
i zadowolenia.
Nie
dokończyłam niestety zaczętych w 2014 roku książek i już tego nie zdążę zrobić.
Udało mi się skończyć jedynie jedną z 3 rozpoczętych, Yasmin Alibhai - Brown
„Kuchnia osadników. O miłości, wędrówkach i jedzeniu” wydawnictwa Czarne. To
ostatnio jedno z moich ulubionych wydawnictw.
A książka
uświadomiła mi jak wiele jeszcze nie wiem, jak wiele jest do poznania,
zobaczenia, ugotowania, przemyślenia.
To wspaniała
opowieść o losach indyjskiej diaspory w Afryce, pełna wspomnień autorki, która
opisuje swoje życie w Ugandzie, a potem w Wielkiej Brytanii. Dzieje jej i jej
bliskich to historia pełna zawirowań, trudnych momentów, terroru, niepewności,
pogardy, szukania korzeni. A wszystko poprzetykane przepisami kulinarnymi.
Część z nich nadaje się do wypróbowania, do wielu nie znajdziemy niestety u nas
składników. Te zachęcają do podróży.
Dla mnie to
głównie skomplikowana opowieść o zmierzchu brytyjskiego kolonializmu, o
emigracji i problemach ze znalezieniem własnego miejsca w tym jakże okrutnym
świecie.
Nie jest to
lektura lekka, łatwa i przyjemna, jak sądziłam kupując ją. Ale nie żałuję. I
mogę polecić.
Tiziano
Terzani „Powiedział mi wróżbita” ta lektura towarzyszy mi najdłużej. I wcale
nie jest tak, że ja ją chcę skończyć. Czytam, wracam, uczę się pewnych
fragmentów na pamięć, przepisuję, rozmyślam, znów wracam. Terzani to mój
ulubiony autor, ulubiony dziennikarz, a raczej wędrowiec, pielgrzym, człowiek o
wielkim umyśle i wspaniałym sercu. Mój Guru.
No i
utknęłam na 462 stronie „Cesarza wszech chorób”. Tego też nie da się przeczytać
szybko, mimo, że książka jest wciągająca.
Lucjan
ukończył w tym roku samodzielnie oprócz lektur szkolnych trójpak Nesbo dla
dzieci i czyta jego czwartą książkę obecnie. A ja skończyłam czytać mu serię o
olimpijskich herosach, a obecnie czytamy 5 część przygód Jacka Fletchera,
młodego samuraja.
Przed nami
2015 i pełna półka książek czekających na wspólne i samodzielne czytanie. Mam
nadzieję, że do targów książki uda się nam pozbyć zapasów i wygłodniali
wyruszymy na łowy.
Zamierzam
też podjąć wyzwanie w tym roku i przeczytać w wakacje coś w hindi. Może
dokończę książkę, której jeden rozdział tłumaczyłam w te wakacje.
Sobie życzę
aby więcej rzeczy udało mi się zrobić, a mniej pozostawało w sferze marzeń czy
planów. Depresjo idź precz, uleć wraz z szampańskimi bąbelkami.
W tę noc
przełomową będzie mi tylko żal, że jeszcze nie ma na DVD nowego filmu z SRK.
Ale też pociesza mnie myśl, że 2015 przyniesie mi płytę w darze.
A nowy rok
niesie też nadzieję na nowe tytuły, nowe doznania.
I tego się będę
trzymała.
Ps. Postanawiam wreszcie zacząć oglądać filmy bengalskie. Wstyd mi, że nie zrobiłam tego przez cały 2014 rok.
Ps. Postanawiam wreszcie zacząć oglądać filmy bengalskie. Wstyd mi, że nie zrobiłam tego przez cały 2014 rok.
sobota, 27 grudnia 2014
Bez sensu
Życzeń
Świątecznych nie złożyłam, zaniedbałam bloga, zaniedbałam ogród, ogólnie tego
czego nie zrobiłam, co zaniedbałam mogłabym mnożyć w nieskończoność. Między
innymi dlatego mnie tu nie ma, bo ile można narzekać na…samego siebie.
Wystarczy, że każdego wieczoru robiąc podsumowanie dnia, stwierdzam, że nic nie
było dobrze, a postanowienie, że jutro będzie lepiej odpływa w siną dal jak
tylko budzi się dzisiaj.
Od końca
stycznia mamy w domu mamę R. która złamała bark. I plany, rozkład dnia musiał
ulec zmianie. Pewno dla dobrze zorganizowanej gospodyni domowej nie był by to
żaden problem i nadal piekłaby ciasta, robiła przyjęcia dla 60 osób,
dostarczała piątkę dzieci na zajęcia pozalekcyjne w międzyczasie pracując na
etacie, chodząc na fitness, do kosmetyczki, fryzjerki, remontując dom, kosząc
regularnie trawę, odwiedzając przyjaciół, utrzymując żywe kontakty z dalszymi i
bliższymi członkami rodziny, czytając po 7 powieści na tydzień, w tym 5 z nich
w różnych językach.
No a ja nie
ogarnęłam. Niczego nie ogarnęłam. Zwłaszcza siebie nie ogarnęłam. Otoczyłam się
murem smutku, depresji i bałaganu. W życiu, w domu, w ogrodzie, w głowie.
Próbowałam czytać, uczyć się, sprzątać, ale w fazie prób pozostałam.
Moja rodzina
podsumowała, że były fajne święta. Skupiłam się tak mocno, że je gdzieś
przegapiłam.
Nie wiem czy
jest sens, abym to miejsce utrzymywała. Obiecywałam sobie i Wam, że nastąpi
poprawa. Poprawy brak. Notoryczny recydywista ze mnie. Skrucha jest, ale nie
zmienia to faktu, że nie umiem się podnieść.
Potrzebuję.
Tak ciągle sądzę, że czegoś potrzebuję. Przestrzeni, wyjazdu, kasy, odpoczynku,
czasu. Potem robię sobie wyrzuty, że nic mi przecież nie potrzeba, że z tym co
mam można góry przenosić, tylko trzeba nie być leniem. A ja jestem.
Mam zrywy.
Krótkie, intensywne, ale nic nie wnoszące. W starym roku jeszcze postanowiłam skończyć
czytać 3 książki zaczęte już nawet nie pamiętam kiedy. Owszem, czytam każdego
dnia Młodemu. I tu lista jest długa. Teraz zresztą to i on czyta mnie. O sobie
jednak zupełnie zapomniałam.
I nie
usprawiedliwia mnie nic.
niedziela, 16 listopada 2014
Brak internetu
Od miesiąca ciągle nie mam internetu, to znaczy czasem mam a zazwyczaj nie mam. Szczerze mówiąc przy ilości obowiązków zaczyna mnie to denerwować i bywają dni, kiedy nie odpalam komputera, żeby nie pogłebiać depresji jesiennej.
A oto pierwsze efekty nie posiadania netu:
A oto pierwsze efekty nie posiadania netu:
sobota, 18 października 2014
9 lat
9 lat, już dawno nie płakałam na cmentarzu. Sądziłam, że już nie umiem.
Tęsknię. Skuliłam się w ciszy.
Tęsknię. Skuliłam się w ciszy.
niedziela, 5 października 2014
październik
Dużo się dzieje. Dużo się dzieje w mojej głowie. Dużo w niej
sprzeciwów, złości, rozczarowań. Buntuję się, rezygnuję, macham ręką, robię
swoje. Mam wrażenie, że przykładam się do złego. Daję pozwolenie. Unikam
konfrontacji. Nie zamierzam być Don Kichotem. Nie umiem. Nie chcę.
Na każdym kroku tak mam. Zdrowa żywność, autokary bez pasów,
obowiązkowy różaniec, obowiązkowa wycieczka…..
Mam ochotę uciec, zaszyć się gdzieś w Tybecie, poznać własną
tożsamość.
Nie muszę mieć, nie muszę chcieć, nie muszę…muszę. Nie wiem.
Październik. Trudny miesiąc. Miesza się radość ze zbliżającej
się 15 rocznicy ślubu i smutek z powodu 9 rocznicy śmierci Misi. Obie daty dzieli
zaledwie parę dni.
Diwali, masa zajęć dodatkowych, targi książki. Październik
nie pozwala mi się skupić na sobie, na swoich uczuciach. Każe mi po kolei
wypełniać zadania.
Na rozdrożu. Między pamięcią o ludziach, którzy nam pomagali,
pomagają, o ludziach, którzy o nas pamiętają. I w zderzeniu z ludźmi, którzy z
racji urzędu powinni nas wspierać, a obijamy się o nich, traktują nas jak
powietrze, wydali wyrok, ocenili.
Ukrywam się pod stosem gramatyki hindi, zapadam się w
ciepłej kołdrze i koję myśli z Tiziano Terzanim. Odrabiam lekcje. Pokazuję świat,
odgarniając grubą warstwę fałszu i reklamowego brokatu. Próbuję być, a nie
mieć. Upadam.
Stoję zaskoczona przed bezwzględną logiką własnego prawie
ośmiolatka.
Czerpię radość oglądając moich ukochanych hero. Aby stanąć
przed kolejnym dniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





