(*)
Łączna liczba wyświetleń
środa, 28 sierpnia 2013
niedziela, 25 sierpnia 2013
koniec wakacji
Koniec wakacji. Nie było mnie tu długo, ale zwyczajnie
totalnie nie miałam weny. Zresztą nie tylko na bloga. Z moich wakacyjnych
obietnic też nic nie wyszło. Trochę czytałam, trochę się uczyłam, ale głównie
wrednie się obijałam. Nic to, mam nadzieję, że naładowałam akumulatory na
jesień, bo jakoś obecnie mam więcej siły i zapału.
Przez trzy miesiące przeczytaliśmy z Lucjanem pięć tomów „Baśnioboru”
i wspaniale się bawiliśmy. Młodzian ma rewelacyjną pamięć i okazało się, że
ekspresowo przyswaja.
Teraz zaczynamy czytać cykl „Harrego Pottera”, w planach
mamy „Magiczne drzewo”.
Ja sama jak zwykle skupiłam się na lekturach związanych z
Indiami. Dość długo męczyłam „Noc wolności” Dominique Lapierre’a i Larry
Collinsa. Książka jest opowieścią o wydarzeniach, jakie miały miejsce w Indiach
od stycznia 1947 roku do zabójstwa Mahatmy Gandhiego w styczniu 1948 roku.
Wszystko jest bardzo szczegółowo opisane, autorzy sięgają do dalekiej
przeszłości Indii, opisują skrupulatnie życiorysy głównych bohaterów. Trudna,
ale fascynująca lektura, zachęcająca do dalszego studiowania problemu podziału
Indii.
Udało mi się też odnowić stół kuchenny i taborety.
Planowaliśmy rok temu zostawić te meble właścicielce mieszkania, które wynajmowaliśmy,
ale stół jest mega wygodny do pisania, więc stwierdziłam, że nie przeszkadza mi
jego okropny wygląd. Teraz cieszy mnie swoją bielą.
Planuję w najbliższym czasie odnowić parę innych mebli w
domu, dążąc konsekwentnie do bieli, która mnie uspakaja.
Planuję też wreszcie porządnie zabrać się za hindi i
angielski. No i zamierzam w przyszłym roku wyjechać na wakacje, o co najmniej 15
kilo mniejsza. Już mi źle z obecną wagą, chociaż szczerze totalnie nie mam
pomysłu na dietę cud.
Jesteśmy zorganizowani w kwestie szkolne, psychicznie może
mój syn lepiej ode mnie, ale mam nadzieję, że jakoś to będzie.
Trzymam kciuki za swoją latorośl oraz mamy i dzieci
wszystkich pierwszoklasistów.
A mnie czeka jeszcze 28 sierpnia, 11 rocznica urodzin
Michaliny. W tym roku na fb trafiłam na zdjęcia jej koleżanek, córek moich
internetowych znajomych. Nie przypuszczałam, że tak mną to wstrząśnie.
Nagle zrozumiałam, że moja kochana trzylatka jest już dużą
dziewczynką, o ile w niebie się rośnie?????
Co lubiłaby moja córka? Jakie książki z chęcią czytałaby?
Czy? Jak? Dlaczego? Zbyt wiele tych pytań bez odpowiedzi.
poniedziałek, 1 lipca 2013
mija czas....
Wszystko, co dobre się kiedyś kończy. Cudowne przedszkole,
do którego chodził (z opcją chodzi jeszcze przez lipiec) miało zakończenie roku,
na którym oficjalnie moje dziecię i paru jego kolegów zostało pożegnanych. Żegnaj
czasie beztroski, radosna zabawo. Witaj szkoło.
Zmiana przedszkola okazała się strzałem w dziesiątkę, szkoda
tylko, że to tylko jeden rok. Młody ma dużo nowych przyjaciół, załapał
angielski i całkiem dobrze mu idzie, nauczył się świetnie grać w szachy,
pływać, tańczyć, trzymać skrzypce i na nich nawet odrobinę grać. Poznał wiele
nowych rzeczy.
Od września czeka nas znowu nowe. Nowe, którego panicznie
się boję. Próbowałam wykonywać jakieś ruchy szukając prywatnej szkoły, ale
czesne plus dojazdy, zajęcia dodatkowe stanowczo nas przerasta. Wybór padł,
więc na wiejską szkołę, do której będzie chodził wraz z sąsiadką. Dodatkowo
nadal będzie chodził do przedszkola na zajęcia a szachów, angielskiego i z
grupą chłopców na basen do tego samego instruktora, który nauczył go pływać.
Obecnie usiłuję skompletować wyprawkę, mundurki (a tak-
szkoła ma cały zestaw od podkoszulka, przez bluzę i kamizelkę, razem komplecik
kosztuje 240 złotych), podręczniki, jeszcze tornister no i biurko do domu, żeby
miał, przy czym odrabiać lekcje. Z tym biurkiem to mam mieszane odczucia,
szczególnie jak widzę zdjęcia indyjskich dzieci odrabiających lekcje na nasypie
kolejowym.
Próbuję też przy okazji wyprowadzić męża z choróbska, którym
go najpewniej sama zaraziłam. Ogród zarasta chwastem i małymi dębami. Nic to,
jakoś to będzie.
W wolnych chwilach uciekam do czytania książek i powtarzania
hindi w nadziei, że od października znów będą lekcje.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Daję znać, że żyję
Jestem, żyję i nawet mam się dobrze. Jedynie znów cierpię na
brak czasu. Wynika to z potrzeb duchowych jedynie. Mam takie fazy, że nadrabiam
wszelkie zaległości czytelnicze, filmowe i jestem wtedy jak w transie.
Teraz po powrocie słońca moja alergia dała w kość z podwójną
siłą, dodatkowo Lu plus koledzy zarazili mnie jakimś paskudnym zapaleniem
krtani. No i padłam. To totalny dół leżeć w łóżku w upał, ale co mi tam. Jedyna
okazja, tym bardziej, że tak się nad wyraz wyjątkowo trafiło, że współtwórca
mojego syna wyjątkowo gościł w domu, więc chłopaki zajęli się sobą. Nawet mi
żarcie przywieźli z knajpki.
A ja zakopałam się w książkach i filmach, co jakiś czas
zasypiając.
Skończyłam czytać poetycką powieść Manila Suri „Wisznu
umiera”. Nie czytało się tego lekko, ale to wyjątkowa książka. Pełna metafor,
sennie się toczy, ukazując podziały społeczne i religijne, uczy jak niewiele
potrzeba, żeby doszło do zamieszek.
Wisznu umiera na schodach kamienicy, w której mieszkał. Wraz
z jego duszą wędrujemy w górę, po kolejnych piętrach, poznając sąsiadów i ich
losy, troski, marzenia. Jednocześnie, co jakiś czas przenosimy się we
wspomnienia Wisznu, opowieści mitologiczne jego matki, pierwszą miłość.
Pochłonęłam też ostatnią V część „Baśnioboru”. Te książki
stały się jednymi z moich ulubionych. Mimo, że ja nie cierpię fanazy,
fantastyki to „Baśniobór” mnie fascynuje, cieszy, zabiera w daleką podróż.
Bardzo lubiłam Harrego Pottera, ale uważam, że dzieje Kendry i Setha są o wiele
lepsze.
Już nie mogę się doczekać kolejnych książek Brandona Mulla.
O filmach nie piszę, obejrzałam ich tyle, że zgubiłam
rachubę. W każdym razie większość hindi, aczkolwiek zrobiłam odrobinę ustępstw
na rzecz tolly i molly. No cóż mam trochę ulubieńców z południa Indii i nie
potrafię się oprzeć.
A ten tydzień będzie trudny i ciężki. Wypełniony po brzegi
wszelkimi zajęciami, plus Lucjanowy turniej szachowy, konsultacje w
przedszkolu, wizyta na dniach otwartych w prywatnej szkole, zebranie w szkole
państwowej. No i ostatnie lekcje hindi, na które należy się solidnie przygotować,
bo zaczyna być bardzo pod górkę.
środa, 5 czerwca 2013
Deszcz, deszcz, deszcz
Ślimaki włażą do mięty, sarny usiłują się schronić na tarasie, droga spływa potokami, warzywniak gdzieś tam za błotem czeka na odchwaszczenie, mnie wzywa sen, nieustająco, od świtu. Kawa już nie pomaga. Mam ogólny zwis.
Próbuję więc szukać dobrych stron deszczu.
Próbuję więc szukać dobrych stron deszczu.
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Pasztet z czarnej soczewicy
Pasztet z czarnej soczewicy.
Modyfikowałam pasztet mojej mamy w czerwonej soczewicy. Ona
pisała, że masa jest dość płynna, moja płynna nie była (przed upieczeniem).
Składniki:
1.
Szklanka czarnej soczewicy (należy opłukać przed
ugotowaniem)
2.
2 cebule- dałam jedną czerwoną, drugą białą-
drobno posiekane
3.
4 ząbki czosnku- przetarte przez praskę
4.
4 kawałki
selera naciowego- drobno pokrojone
5.
2 marchewki- starte na tarce
6.
Kawałek selera bulwy- starty na tarce
7.
Przyprawy: łyżeczka kuminu, łyżeczka czarnej
gorczycy, 2 łyżeczki dal makhani masala (uwaga to ostra przyprawa), łyżeczka
mielonej kolendry, łyżeczka słodkiej papryki, majeranek, suszona kolendra,
świeża pietruszka, koperek, sok z cytryny, sól, sos sojowy.
8.
3 jajka
9.
2 łyżki otrębów owsianych i ¾ szklanki płatków owsianych
10.
2 łyżki słonecznika, 5 pomidorów suszonych (ja
mam takie suche, nie w zalewie).
Soczewicę gotujemy do miękkości, ja dałam 2
szklanki wody do gotowania, może mogłam dać ciut więcej wody i dłużej gotować
to zrobiłaby się papka, a tak była jędrna. Potem wsadziłam ją pod kołdrę na
jakieś 2 godziny.
W tym czasie namoczyłam nasiona słonecznika
i pokrojone pomidory suszone.
Cebulę i czosnek smażyłam na oleju, jak się
zeszkliły cebule dodałam kumin i gorczycę i jeszcze chwilę smażyłam.
Przełożyłam do miski. Następnie na oleju smażyłam selery, marchewkę i kolendrę,
słodką paprykę, dal makhani masalę,sos sojowy, odsączone pomidory i nasiona.
Jak ciut zmiękły warzywa przełożyłam do miski z cebulą. Dałam resztę przypraw i
świeże zioła i potraktowaną blenderem soczewicę
(ale nie przejmowałam się specjalnie, żeby cała soczewica stała się
papką). Dodałam płatki i otręby, sól, zmieszałam. Jak masa się ostudziła,
dodałam jajka rozbełtane. Przełożyłam do formy wyłożonej papierem i piekłam w
temperaturze 180 stopni przez 50 minut (piekarnik dałam na góra, dół, bez
termoobiegu).
Po ostudzeniu kroimy w plastry i jemy.
Ważne: żeby wydobyć z kuminu i czarnej
gorczycy zapach i smak należy zawsze albo smażyć na tłuszczu, do pękania
gorczycy, albo można uprażyć na patelni bez tłuszczu a potem rozgnieść.
Wszelkie indyjskie przyprawy lubią smażenie, prażenie, żeby wydobyć z nich
zapach i smak. Do pasztetu można dodać inne ulubione warzywa, można dodać
przecier pomidorowy. Pasztet jeśli kojarzy się z czymś do rozsmarowania to ten
taki nie jest. Jest to raczej rodzaj batanona do gryzienia, z różną
konsystencją.
Ja do mojego jeszcze dałam trochę wiórków
kokosowych i płatków migdałów, bo mi zalegały na blacie i psuły poczucie ładu.
piątek, 31 maja 2013
nominacja od Ulli
Otrzymałam nominację od Ulli z bloga: http://kuchnianawzgorzu.pl/
No i z resztą blogów mam problem, bo są zastrzeżone, więc nie chcę podawać ich adresów. A chciałam koniecznie zaprosić do zabawy Iksię i Agnieszkę. Planowałam też mamę Trusi, ale Ulla już to zrobiła, no i Mag, ale ona coś zmieniła chyba z tym swoim blogiem, bo nie mogę go odnaleźć.
Nominacje otrzymujemy od innego bloggera. Jest to
„nagroda” za nienaganne prowadzenie bloga. Odpowiadasz na 11 pytań
otrzymywanych od osoby nominującej, następnie TY masz za zadanie nominować 11
osób i podać nowe pytania”. UWAGA: Nie nominujemy osoby, która Ciebie
nominowała !!”
1.
Podstawowa przyprawa w twojej kuchni
Czarna gorczyca- uwielbiam dodawać ją do
wszelkich potraw z soczewicy, cieciorki i wszelkich grochów. Zawsze wcześniej
ją prażę na patelni bez tłuszczu, albo z odrobiną ghee lub oleju kokosowego.
Zazwyczaj z dodatkiem kuminu. Chilli, dodaję do prawie wszystkiego. I czosnek w dzikiej ilości.
2.Czego nie podasz ukochanej osobie?
Soczewicy, bo skutecznie odmawia. Już odpuściłam.
3.Jaką potrawę chciałabyś się nauczyć gotować ?
Dosa. Cudne, wielkie naleśniki rodem z południowych Indii.
4. Jaką restaurację chciałabyś odwiedzić ?
Marzy mi się uliczne jedzenie w Indiach. Ogólnie wszelkie
indyjskie restauracje.
5. Czego nie brakuje w twojej kuchni.
Patelni, drewnianych łyżek, sitek różnej wielkości. A z produktów do jedzenia: kaszy gryczanej, jajek, makaronów.
6. Podstawowy sprzęt kuchenny to ?
Dobre garnki, świetne patelnie, moździerz.
7.Ulubione warzywo
Szparagi, boćwina. Pomidory, ogórki, sałaty, bakłażany, cukinie, seler naciowy, fasolka szparagowa, kocham tyle warzyw, nie umiem wybrać.
8. Ulubiony deser
To zależy od nastroju. Miewam smaki. Lubię gęste kremowe
desery z dużą ilością orzechów i owoców. Kocham puchary lodowe z bitą śmietaną,
orzechami, owocami.
9. Ulubiona książka kucharska.
Lubię Jamie Olivera. Inspiruje mnie.
10. Ulubiony napój to
Campari z sokiem pomarańczowym,(alkoholowo), a tak to
oczywiście słone lassi. Kawy nie lubię, ale wypijam jej ogromne ilości.
11. Na śniadanie najchętniej jadasz?
Ostatnio owsiankę z truskawkami, oczywiście nie tego
obrzydliwego gotowca ze sklepów. Lubię wiejski twarożek z rzodkiewką, szczypiorkiem. Sałatę z pomidorami i fetą. Uwielbiam świeży chleb z szynką, ale nie powinnam.
Moje pytania.
1.
Czego nie lubisz jeść?
2.
Co uważasz za absolutnie niezdrowe i masz na
tyle silnej woli, żeby tego nie jeść?
3.
Jaka potrawa jest twoim daniem pokazowym?
4.
Co kupiłabyś do kuchni gdybyś miała wolne 1000
złotych.
5.
Co jest absolutnie zbędne w twojej kuchni?
6.
Czy zawsze podajesz wino we właściwym kieliszku?
7.
Jakie danie wydawało Ci się smaczne a okazało
się, że jest zupełnie nie w twoim guście (nie chodzi oczywiście o danie źle
ugotowane).
8.
Jaką zupę uważasz za godną wytwornego przyjęcia?
9.
Twoja ulubiona przystawka
10.
Najbardziej zaskakujące zestawienie produktów w
kuchni to….
11.
Nigdy nie zjesz….
No i teraz kogo ja nominuję:
Subskrybuj:
Posty (Atom)